China Calling!

Chiny sa najwiekszym krajem na swiecie pod wzgledem liczby ludnosci.
Widac to na kazdym kroku.
W czasie zwiedzania Szanghaju musielismy przejechac pare przystankow metrem w godzinach szczytu.
Ludzie wracali z pracy.
Szczerze mowiac bylismy przerazeni i zrezygnowalismy z metra.
Takiej ciasnoty nie mozna opisac.
Popularne linie metra i przystanki autobusowe maja pracownikow, ktorzy stoja na stacjach i ich jednymy zadaniem jest upychanie ludzi od tylu, tak zeby mozna byla zamknac dzwi.
:
Albo jechalismy na jedna-dniowa wycieczke do, jak to opisal przewodnik, 
"malego miasta" pare godzin od Szanghaju.
Po przyjezdzie okazalo sie, ze miasto ma 7 milionow mieszkancow.
Dla nich nalezy to tych z "mniejszych".
Czesto nie mozna bylo przejsc przez ulice.
Graniczylo to z akcja samobojcza.
Cale zycie mi smigalo przed oczami jak juz sie w koncu czlowiek biegiem wyrwal.
Po pierwsze nikt sie nie zatrzymuje dla pieszych.
NIKT.
Sto razy gorzej niz w Polsce, gdzie z zatrzymywaniem dla pieszych tez nie jest rozowo.
A po drugie nie mozna bylo przejsc, bo rzeka samochodow, motorow i rowerow, praktycznie nigdy sie nie konczyla.
 Szczegolnie, ze wedlug Chinskiej mody, czerwone swiatla nie dotycza motorow i rowerow.
Wszyscy leca, bez zatrzymywania i chwili przerwy.
Cale rodziny na motorach, dzieci, niemowlaki - oczywscie bez kaskow czy zabezpieczen.
Motory jako ciezarowki - itd. itd.
:
Bylam zaskoczona jak bardzo Pekin przypominal mi Polske.
A to dlatego, ze oprocz egzotyki, duzo jest pozostalosci po komunistycznych dekadach.
Duza czesc Pekinu to po prostu ogromne blokowiska, ktore mozna zobaczyc w wielu Polskich miastach.
Wiele innych budynkow i monumentow, ma taki sam charakter czy styl,
jak nasze stare komunistyczne akcenty.
Coz, chyba sie czlonkowie partyjni wymieniali architektami w tamtych czasach.
:
Pekin to oczywiscie tez ciekawe, egzotyczne, ogromne miasto, ktore mozna zwiedzac przez wiele dni.
Cale Chiny sa tak stara cywylizacja, ze ogromne wrazenie robia zabytki i pozostalosci z dynastii wczesniejszych cesarzy Chiskich, ktore maja tysiace lat.
 Zakazane Miasto to najwieksza atrakcja Pekinu. 
To tez jeden z najwiekszych kompleksow palacowych swiata.


:
Z Pekinu pojechalismy na Wielki Mur.
Ciezko uwierzyc jak mozna bylo zbudowac cos takiego 2 tysiace lat temu na samym szczycie gor.
Robi wielkie wrazenie.
Jednak moje emocje szybko przeszly w konsternacje, jak sobie uswiadomilam jak bardzo strome sa schody na szczyt.
Z moim lekiem wysokosci nie moglam niestety wejsc wyzej niz do drugiej bazy (z szesciu),
i juz tam mi sie krecilo w glowie.
Praktycznie czlowiek sie czuje jakby wchodzil po drabinie na budynek o 100 pietrach, tak stromo.

:
Pozniej jeszcze polecielismy samolotem na poludnie do Szanghaju.
Po wyladowaniu zdalismy sobie sprawe, ze jestesmy w samym srodku zolto-mlecznej gestej mgly, ktora
okazala sie byc rekordowym smogiem.
Akurat w ten dzien Szanghaj zanotowal najwyzsze stezenie smogu w historii miasta.
Widocznosc byla na 20 metrow.
Mowily o tym wszystkie dzienniki telewizyjne w Chinach i na swiecie.
Zalozylismy wiec stylowe maski i ruszylismy na poludnie, zeby przeczekac ta trucizne.
:
Potem jak sie troche przejasnilo po trzech dniach to sie okazalo, ze Szanghai jest zupelnie inny niz Pekin.
Jest nowoczesny, wysoki, tetniacy zyciem i swiatlami zupelnie jakby jeden wielki  Times Square.
Duzo jest znanych firm i bankow, biznesmenow.
Ludzie sa dobrze ubrani, mowia po angielsku.
A prawie na kazdym rogu sa sklepy Louis Vuitton i Prady  ---
najwiekszy symbol prestizu to orginalna torebka od jednego z nich.
Oczywiscie rowniez na kazdym rogu bylismy zaczepiani przez piratow, ktorzy oferuja powyzsze torebki po 10 dolarow.

 :
Bylismy tez w Suzhou - "Wenecji Wschodu" chociaz ta nazwa troche mija sie z realiami.
Niemniej ciekawie bylo pokrecic sie po sobotnim targu dla lokalnych mieszkancow.



:
Z innych ciekawostek.
W Polsce, jezeli chcemy powiedziec, ze swietnie spalismy w nocy to mowimy na przyklad, ze
"spalam jak kamien"
W Chinach mowimy, ze spalam jak "zabita swinia" - dead pig.
A jezeli spalismy bardzo zle, to mowimy, ze spalismy jak panda (poniewaz panda ma czarne podkrazone oczy).
Roznica 13 godzin miedzy USA a Chinami, zagwarantowala ze przez pierwszy tydzien spalismy jak panda. 
To znaczy zasypialismy o 19 i budzilismy sie o 2 w nocy. 
Po tygodniu jak zaczelismy w koncu spac jak zabita swinia to juz trzeba bylo sie zwijac do domu.
A w domu znowu panda tylko w druga strone ;)
Ah, ciezkie jest zycie podroznika ;)
:
Bardzo lubie takie odkrywanie.
Swiat wydaje mi sie o wiele mniejszy i bardziej bliski, przyjazny.
Dlatego juz w kwietniu zabieramy Adasia na odkrywanie Japonii.
Life is good!

Komentarze

  1. Jej ale zazdroszcze tego odkrywania swiata! Ja usiluje zorganizowac kwietniowe spotkanie z przyjaciolmi w Toskanii ale coraz czarniej to widze! Dobrze ze przynajmniej poczytam wtedy o Japonii ;)

    Ps. Dobrze ze wrocilas do blogowania - pusto tu bylo bez Ciebie

    Amelkowa Mama

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna podróż! W Polsce wszyscy się z Chin śmieją, że bieda i same podróbki, a przecież to wielki i przepiękny kraj, bogaty w historię i zabytki. Marzy mi się, żeby też zwiedzić Chiny, Japonię i Stany Zjednoczone, ale to pewnie do końca życia pozostanie tylko moje marzenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam serdecznie!Chiny to ciekawy i wielki kraj .Piszesz o nim bardzo interesująco ,zdaję sobie sprawę , ze to tylko ''odrobinka''.Pozwól,że ucałuję mocno Bliźniaki i Adasia po ''babcinemu''Was ściskam serdecznie po matczynemu Maria z Konina

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty